Marzyłam, żeby spędzić z nim cały dzień na plaży..

Przyszło, cały dzień ściśnięte gardło. Oddychałam głęboko i z każdym wydechem czułam jak łzy napierają do oczu, miałam ochotę zwymiotować to wszystko, przytykało mnie, nie wiedziałam co. W pędzie organizacyjnym spotkałam się z tym dopiero wieczorem.

I wszystko z czym się spotkałam dotyczyło sensu życia. Po co ja żyję ? co ja mam robić ? jaki jest cel ? po co to wszystko ? a co gdybym robiła to co powinnam.. za czym ja biegnę ? komu chce coś udowodnić ? i znowu bach. po co ja żyję, po co teraz, w takim czasie, w takiej sytuacji, w takiej rodzinie, z takimi dziećmi, w takim kraju, z takim imieniem, z takimi talentami, z taką osobowością, w takim wieku. co ja mam z tym wszystkim zrobić ? Boże.

Czy mam żyć spokojnie, byle przetrwać, liczyć na kogoś opiekę, być cicho, żeby tylko być dobrą mamą, żeby tylko dzieci miały dom, przyzwoitą szkołę, a ja codziennie ograniczona, nie zarabiająca, pochowana w czterech ścianach. NIE, to nie ja. Moje dzieci nie potrzebują takiej mamy, taka mama marniałaby każdego dnia, bez życia.

Ja potrzebuję być, działać, tworzyć, wiedzieć, że wnoszę coś do świata, potrzebuję być w ruchu, w pędzie, potrzebuje mówić, uświadamiać..

I w tym momencie usłyszałam słowa.. „a co wy tak tu się kitracie i nie podzielicie się czekoladą ?”

I nagle bach. załapałam. Co z takiej Alicji, która się chowa, boi, milczy i nie tworzy ? To grzech nie dzielić się tym co mam. Przecież to wszystko co mam, co dostałam, przecież moja dusza potrzebuje w tym zaistnieć, spełnić się. Być może nie znam konkretnych wskazówek, być może nie wiem wszystkiego, ale coś wciąż mnie pcha, wciąż nie daję osiąść. Ja wiem, że najważniejsze jest , aby każdy krok był w prawdzie. Każde działanie oparte na miłości, na świadomości, że niosę to dobro, dalej, to światło ledwo odkryte.

I znowu sens. Po co ? Przecież jest tak krucho, przecież to tylko na chwilę, przecież życie to chwila, zaraz znowu minie, dzieci dorosną, nie warto. STOP.

Warto. Przecież to ode mnie zależy ich przyszłość. z jakim światem się spotkają, ode mnie zależy jaki świat będą oglądać. czy na prawdę uważam, że nie ma tu co robić ? czy na prawdę chcę zmarnować to wszystko co dał mi cały ród ? tą mądrość duszy chcę zmarnować ? chcę odpuścić ? czy na prawdę jestem aż taką egoistką, żeby nie dzielić się moimi skarbami, sobą ?

i znowu zjazd. Zawołała mnie Alicyjka. Chciała opowiedzieć o kimś bardzo dla niej ważnym, kogo zabrakło w jej życiu, kto na chwilę się pojawił, aby po 2 latach znowu odejść, tym razem na zawsze. Ona jeszcze chcę płakać, ona jeszcze chcę wspominać i wie, że on jest teraz przy niej, i wie, że we mnie go ma, i wie, że w połowie jest z niego. I tak chce płakać. To dla jej małego serduszka było za dużo, za bardzo. To dla niej wieczny ból, który codziennie uśmierzam. i wyciągam wnioski i wzięłam wszystko co najlepsze od niego, aby nieść to dalej i przyjęłam od niego całą energie męską i otwartość na świat, nawet dostałam w prezencie błękitny pędzel, którym maluję moją przestrzeń, tylko moją, do której nikt nie ma wstępu, tak to z nim stawiam granice. Córka malarza, marynarza.

Wybaczyłam, byłam w rodzie, poznałam, zaakceptowałam, przyjęłam do serca. Za nim otworzyłam to serce oddałam cały ból i złość. Po latach wypierania emocji, które miałam w jego temacie wyrzucałam z siebie jak wulkan lawę cały żal. Potrzebowałam uwierzyć, że ze mną wszystko było w porządku, że to nie moja wina, że odszedł, że jestem ważna i widzialna, zasługuje na miłość. To była droga do niego. Droga na której odzyskiwałam samą siebie, aby na końcu zaakceptować, że jestem z niego, aby na końcu powiedzieć, że to wszystko miało głęboki sens, aby na końcu patrzeć na niego sercem. Zawsze marzyłam, żeby spędzić z nim cały jeden dzień na plaży i rozmawiać, tak otwarcie. Dlatego kocham morze, przyjeżdżam, aby rozmawiać. Tato.

Close Menu